– Przepraszam cię, ale chyba za bardzo się tym przejęłam. Jestem

wytęskniona, piękna.
zbyt jaskrawy i sprawiał, że jej skóra wyglądała blado. Jeżeli
- Tak bardzo się bałam tego, co może zrobić matka, że przestałam się troszczyć o ciebie. A tamtego dnia... zupełnie się załamałam.
- Jesteśmy prawie gotowe! - zawołała Amy, nie dając ojcu
- Próbowałam wyszywać, gdy byłam mała, nigdy jednak nie udało mi się skończyć tamtego haftu - przyznała Arabella ze śmiechem. - Znalazłam go kilka dni temu w którejś szufladzie. Był cały upstrzony kropkami krwi od nieustannego kłucia się igłą. Och, naprawdę nienawidziłam tego zajęcia!
Uniósł brwi, kąciki warg zadrżały mu z rozbawienia.
- Jeśli pani ciotka zechce, by kontynuować naukę, bę¬dziemy musiały uczynić - odparła z uśmiechem. - Może zdobędę kilka egzemplarzy La Belle Assemblee i obejrzymy razem francuską modę? Zgoda?
do niej Ŝal.
Tuż przed drugą Clemency zeszła do kuchni, by spraw¬dzić, czy pani Marlow nie potrzebuje czegoś ze wsi. Posiadłość była mniej więcej samowystarczalna, ale takie produkty jak cukier czy świece należało kupować w sklepie.
- Chyba jesteś juŜ gotowa przyjąć mnie.
- Mogę zajrzeć?
Po spędzeniu przyjemnego popołudnia rozbawione towa¬rzystwo wróciło do Candover Court. Lady Helena obejrzała wszystkie jarmarkowe atrakcje, wydając pieniądze na niepo¬trzebne błahostki. Lord i lady Fabianowie również stanęli na wysokości zadania, pozbywając się swoich funduszy, lord Fabian kilkakrotnie nawet brał udział w rzucaniu do celu. Arabella i Diana, otrzymawszy od Fabianów po dwa szylingi, wydały je natychmiast na wizytę u wróżki zwanej Zabiną. Cyganka przepowiedziała im obu bogatych i przystojnych mężów, a chichoczącej Arabelli dodatkowo narodziny bliź¬niaków. Arabella poszła jeszcze popatrzeć na Josha Baldocka, który brał udział w zawodach we wspinaniu się na wy¬smarowany łojem słup. Młodzieniec miał na sobie stare ubranie, pobrudzone już po pierwszym etapie konkurencji. Widząc Arabellę, uśmiechnął się do niej szeroko, ona zaś po chwili wahania pomachała mu ręką.
małŜonków.
O tak, Victor Santos będzie błagał o wybaczenie. Pożałuje, że ośmielił się stanąć jej na drodze.

tak nic by z tego nie wyszło. Nie mógłbyś wybrać sobie gorszego

- Spałeś z nią, tak? - wydusiła przez ściśnięte gardło.
- O ile się orientuję, lord Alexander osobiście wybierał te panie - odparł prawnik i kaszlnął dyskretnie. - Wydaje się, że nie było to dobre rozwiązanie.
- Proszę nie mówić do mnie takim tonem, lordzie Storrington - odparła z rozdrażnieniem Clemency. - Nie jestem ani pańską siostrą, ani służącą, aby się ze mną tak obchodzić!

- A jak, u licha, miałbym się zdecydować, ciociu Heleno? - spytał mężczyzna z irytacją. - Do diabła, to nie obstawianie wyścigów konnych!

książę nie wyglądał na szczególnie rozmownego.
ktoś potrzebny? Mogę to załatwić.
Podeszła do niego z wyciągniętą ręką.

wpływach. Nie miała natomiast pojęcia o tym, co jest miastu najbardziej potrzebne.

swojego życia. Przyjechała do Vermontu, by zacząć nowe życie,
znalazłaś.
nigdy się tego nie dowiemy, chyba że łaskawie nas